wtorek, 25 stycznia 2011

Nowy rozdział

 Zaniedbałam się trochę z pisaniem... No cóż, wyszło jak wyszło, byłam zabiegana. Teraz też jestem, ale może w nieco mniejszym stopniu natężenia... Zresztą moje życie głównie opiera się na zabieganiu. Jednak nie powiem, że jestem jakoś szczególnie nieszczęśliwa z tego powodu.
 Dokładnie tydzień temu skończyłam 18 lat.  Jestem już pełnoletnia. Co się zmieniło? W sumie nic... a jednak poczułam w sobie jakoś  taką siłę, motywację do dalszego działania w kierunku mojej przyszłości. W pewnym stopniu też odpowiedzialność za to co mnie w życiu jeszcze spotka. Może to się wyda śmieszne i nierealne, ale obiecałam sobie, że od tej pory nie będę marnować dni na załamywanie się i myślenie nad tym jaka jestem beznadziejna, nie będę tolerowała tych gorszych dni, nie będę się na nich zatrzymywała. Postanowiłam zapomnieć o Aniele. Chciałabym chwytać dzień, być otwarta na to co mi przyniesie los, nie chcę spoglądać w tył na to co było, bo liczy się to co jest i to co będzie. Chociaż, jak to mówi Anioł "nie ma co traktować życia zbyt poważnie, bo i tak nie wyjdzie się z niego żywo". Chyba ma rację... warto potraktować każde niepowodzenie jako dowcip, zwykłą kpinę... wtedy łatwiej iść dalej.
  Jestem w trakcie kursu na prawo jazdy. Szczerze mówiąc, nie mogę doczekać się egzaminu, tak bardzo chciałabym już móc jeździć i jeździć... każdy kontakt z kierownicą sprawia mi naprawdę niebywałą przyjemność. Kocham jeździć samochodem! Gdy tylko zdam egzamin będę podróżować. Na początek gdzieś niedaleko, żeby nabrać wprawy, w końcu te 30 godzin jazd nie uczyni ze mnie super kierowcy... a potem będę wyznaczać sobie coraz dalsze i dłuższe trasy. No, jeszcze kwestia własnego samochodu, ale o to się nie martwię. Uzbieram odpowiednią kwotę, na razie na jakiś niewielki samochodzik i sprawię sobię taki mały prezencik na dobre rozpoczęcie "dorosłego" życia. Jeżeli chodzi o instruktora, wiecie, trafiłam na naprawdę świetnego gościa. Ma ogromne poczucie humoru, swoje charakterystyczne teksty, lubi opowiadać o szczególnych przypadkach pośród swoich byłych kursantów. No i chyba w sumie lubi się śmiać z ludzi, ale nie obraża się jak w ramach rekompensaty ludzie nie pozostają mu dłużni. Tak więc jest naprawdę lajtowo;D I choć cały czas słyszę od niego, że jeździć nie umiem to czuję, że robię postępy (ostatnio wyciągnęłam kuzyna na przejażdżkę jego autem i ani razu nie zgasł mi samochód!xD) No i wiem, że nauczy mnie dobrze jeździć.
 Mam wam jeszcze wiele do przekazania z moich przemyśleń, ale musicie mi wybaczyć, w związku z późną godziną, pomimo ferii, czuję się już na tyle zmęczona, żeby iść spać... Dobranoc;)