Dzisiaj umieszczam tłumaczenie piosenki My Immortal Evanescence. Miałam wczoraj zły dzień, nic mi nie wychodziło, chciałam napisać notatkę, ale jak na złość internet również zawalił. Gdy dzisiaj odzyskałam wiarę w ludzi, w swoje możliwości, gdy odwiedziłam na trochę Goodlandię i nabrałam nowych sił do dalszego działania, stwierdziłam, iż problemy techniczne zadziałały wczoraj niczym zapora przed wypisywaniem głupot. No bo taka prawda. Co by mi dało użalanie się nad sobą? Chyba tylko wykopało by tylko jeszcze większy dół w moim samopoczuciu. I tak wystarczająco dużo natrułam Jogurtowi i Śrubie. Teraz mi głupio, bo zachowałam się jak mięczak, a przecież jestem twarda!
Do mojego dzisiejszego humoru może piosenka ma się nijak, ale idealnie obrazuje dzień wczorajszy. Zresztą mam do niej wielki szacunek, jest mi bliska, uwielbiam ją!
Jestem tak zmęczona byciem tu
Zduszona przez wszystkie dziecięce lęki
Oddałabym własny oddech z mojej piersi
By oddać wszystkie rzeczy, których mój umysł nie mógł znieść
I jeżeli musisz odejść
Chciałabym, byś po prostu odszedł
Gdyż twoja obecność wciąż tu jest
I nie zostawi mnie w spokoju
Te rany wydają się nie zagoić
Ten ból jest zbyt prawdziwy
Jest tu po prostu za wiele, czego czas nie może wymazać
Gdybyś płakał otarłabym wszystkie twe łzy
Gdybyś krzyczał zwalczałabym wszystkie twe lęki
Trzymałam cię za rękę przez wszystkie te lata
Jednak wciąż posiadasz całą mnie
Zwykłeś oczarowywać mnie
Swoim niesamowitym światłem
Związana jestem teraz z życiem, które pozostawiłeś
Twoja twarz nawiedza
Moje jedyne przyjemne sny
Twój głos wypędził
Mój cały zdrowy rozsądek
Te rany wydają się nie zagoić
Ten ból jest zbyt prawdziwy
Jest tu po prostu za wiele, czego czas nie może wymazać
Gdybyś płakał otarłabym wszystkie twe łzy
Gdybyś krzyczał zwalczałabym wszystkie twe lęki
Trzymałam cię za rękę przez wszystkie te lata
Jednak wciąż posiadasz całą mnie
Tak bardzo chciałabym odejść i wyrwać się spod deszczu
Jednak nie potrafię cię opuścić
Tak bardzo chciałabym żyć bez stałego lęku i wątpliwości bez końca
Jednak nie potrafię żyć bez ciebie
Gdybyś płakał otarłabym wszystkie twe łzy
Gdybyś krzyczał zwalczałabym wszystkie twe lęki
Trzymałam cię za rękę przez wszystkie te lata
Jednak wciąż posiadasz całą mnie
poniedziałek, 22 listopada 2010
poniedziałek, 15 listopada 2010
Uchwycić właściwy czas...
Moja babcia od kilku lat kupuje jeden rodzaj herbaty, ja jednak dopiero niedawno zauważyłam, że na każdym papierku od torebki jest napisany jakiś cytat. Tak mi się to spodobało, że zaczęłam kolekcjonować owe papierki. No i ostatnio natrafiłam na jeden, który szczególnie zwrócił moją uwagę: "Trudno uchwycić odpowiedni czas, lecz łatwo go przegapić."
Wiecie, co? Mimo, iż pewnie i tak nic z tym nie zrobię, pomyślałam sobie wtedy: "Powinnaś chyba w końcu zrobić jakiś konkretny krok, kobieto...". Zastanawiałam się ile dobrych okazji na zaproponowanie spotkania, na rozmowę z Aniołem przegapiłam... Ile razy trafiał się idealny moment na to, żeby zagadać, żeby coś razem zrobić, zorganizować, a ja go nie wykorzystałam... A do tego imię Anioła prześladuje mnie na każdym kroku! W księgarni, na ulicy, w podręczniku od historii, a nawet na wykładach podczas kursu prawa jazdy..... Och, gdybyście wiedzieli jaki on ma piękne imię.... jakie spojrzenie i jak bardzo zniewalający uśmiech... ciepłą, przyjemną i taką dodającą chęci do życia barwę głosu...Boję się stracić z nim jakikolwiek kontakt, mimo, iż i tak jest on ostatnio nikły... Każda rozmowa z nim dodaje mi sił... Cały czas mam jeszcze przed oczyma ten opisywany już wcześniej widok Anioła opartego o mur cmentarza, wpatrującego się we mnie z uśmiechem... A może zdawało mi się, że patrzył na mnie?
Co mam robić? Jak mogę pokonać swoje opory, swoje lęki i obawy? Mogło by to być łatwiejsze... Pomocy!!!
Wiecie, co? Mimo, iż pewnie i tak nic z tym nie zrobię, pomyślałam sobie wtedy: "Powinnaś chyba w końcu zrobić jakiś konkretny krok, kobieto...". Zastanawiałam się ile dobrych okazji na zaproponowanie spotkania, na rozmowę z Aniołem przegapiłam... Ile razy trafiał się idealny moment na to, żeby zagadać, żeby coś razem zrobić, zorganizować, a ja go nie wykorzystałam... A do tego imię Anioła prześladuje mnie na każdym kroku! W księgarni, na ulicy, w podręczniku od historii, a nawet na wykładach podczas kursu prawa jazdy..... Och, gdybyście wiedzieli jaki on ma piękne imię.... jakie spojrzenie i jak bardzo zniewalający uśmiech... ciepłą, przyjemną i taką dodającą chęci do życia barwę głosu...Boję się stracić z nim jakikolwiek kontakt, mimo, iż i tak jest on ostatnio nikły... Każda rozmowa z nim dodaje mi sił... Cały czas mam jeszcze przed oczyma ten opisywany już wcześniej widok Anioła opartego o mur cmentarza, wpatrującego się we mnie z uśmiechem... A może zdawało mi się, że patrzył na mnie?
Co mam robić? Jak mogę pokonać swoje opory, swoje lęki i obawy? Mogło by to być łatwiejsze... Pomocy!!!
piątek, 12 listopada 2010
"... zachowuję się jak trochę stuknięta..."
Wiecie co jest strasznym uczuciem? Kiedy ma się świadomość, że pomiędzy nami a tą bardzo ważną dla nas osobą nigdy nie będzie nic więcej prócz zwykłej znajomości, a kiedy chcemy zapomnieć, spróbować przekierować swoje uczucia na kogoś innego, to za nic nie możemy! Ta jedna, jedyna osoba siedzi nam najgłębiej w sercu i zawsze pojawia się wspomnienie o niej. Może wyda wam się to śmieszne, bo co osiemnastoletnia dziewczyna może wiedzieć o miłości? Zwłaszcza, że nigdy jej jeszcze nie doświadczyła? Nie wiem czy uczucie, jakim darzę Anioła jest prawdziwą miłością czy tylko przejściowym zauroczeniem... nie potrafię sobie jeszcze na to odpowiedzieć, w ogóle stwierdzam, że jest to naprawdę bardzo trudne...
Głupie gadu... przez taki komunikator ludzie poznają się tylko wirtualnie, a co z prawdziwym poznaniem siebie? To się wydaje takie fajne: "Boże, piszemy ze sobą bardzo często i dużo!" no i dobrze, ale jakby teraz ktoś się nas zapytał o różne zachowania, reakcje, miny, o prawdziwe oblicze tej osoby, co byśmy powiedzieli? Przykro mi, ale nie wiem, nigdy się nie umówiliśmy? To jest chore... kiedyś ludzie nie mieli internetu, gadu gadu i żyli, byli szczęśliwi, miłość była romantyczna i jak najbardziej widoczna, prawdziwa... nie dochodziło do tylu rozwodów... człowiek kochał drugiego człowieka za jego prawdziwe oblicze, a nie obraz, który utworzył sobie w głowie, po paru wysłanych wiadomościach...
Łatwo jest mówić i pouczać... sama nie potrafię wyjść z inicjatywą jakiegoś spotkania, jestem tchórzem. I prawdopodobnie taką postawą nigdy się nie dowiem co tak naprawdę czuł albo może nadal czuje do mnie Anioł. Będę żyła ze świadomością nieodwzajemnienia. Ta postawa może jeszcze nie raz zaprzepaści moje szanse na szczęście, ale na razie nie potrafię jej zmienić. Wierzę, że jeżeli jest gdzieś ktoś, kto jest mi pisany to sam się kiedyś niespodziewanie zjawi. Po za tym lata sobie na moim niebie wyjątkowo duża bańka, zawierająca właśnie tę wizję. Jeszcze się nie rozbiła, a skoro się nie rozbiła to jej zawartości nic nie grozi. Wydobędzie się na zewnątrz, kiedy przyjdzie na to odpowiednia pora... Tak właśnie będzie.... musi tak być...
Dobranoc.
Głupie gadu... przez taki komunikator ludzie poznają się tylko wirtualnie, a co z prawdziwym poznaniem siebie? To się wydaje takie fajne: "Boże, piszemy ze sobą bardzo często i dużo!" no i dobrze, ale jakby teraz ktoś się nas zapytał o różne zachowania, reakcje, miny, o prawdziwe oblicze tej osoby, co byśmy powiedzieli? Przykro mi, ale nie wiem, nigdy się nie umówiliśmy? To jest chore... kiedyś ludzie nie mieli internetu, gadu gadu i żyli, byli szczęśliwi, miłość była romantyczna i jak najbardziej widoczna, prawdziwa... nie dochodziło do tylu rozwodów... człowiek kochał drugiego człowieka za jego prawdziwe oblicze, a nie obraz, który utworzył sobie w głowie, po paru wysłanych wiadomościach...
Łatwo jest mówić i pouczać... sama nie potrafię wyjść z inicjatywą jakiegoś spotkania, jestem tchórzem. I prawdopodobnie taką postawą nigdy się nie dowiem co tak naprawdę czuł albo może nadal czuje do mnie Anioł. Będę żyła ze świadomością nieodwzajemnienia. Ta postawa może jeszcze nie raz zaprzepaści moje szanse na szczęście, ale na razie nie potrafię jej zmienić. Wierzę, że jeżeli jest gdzieś ktoś, kto jest mi pisany to sam się kiedyś niespodziewanie zjawi. Po za tym lata sobie na moim niebie wyjątkowo duża bańka, zawierająca właśnie tę wizję. Jeszcze się nie rozbiła, a skoro się nie rozbiła to jej zawartości nic nie grozi. Wydobędzie się na zewnątrz, kiedy przyjdzie na to odpowiednia pora... Tak właśnie będzie.... musi tak być...
Dobranoc.
Subskrybuj:
Posty (Atom)