wtorek, 26 października 2010

"... jednością silni, rozumni szałem..."

 Klasy trafiają się różne. Zazwyczaj na filmach, czy w serialach przedstawione są klasy, w których istnieje podział na grupki, konflikty wewnętrzno klasowe. No i większość klas w rzeczywistości tak wygląda. Mnie akurat się poszczęściło, klasa, do której trafiłam jest naprawdę niespotykanie zgrana! Wiadomo istnieją jakieś spory, to jest nieuniknione w grupie 23 osobowej, gdzie każdy jest inny, ale nie ma takiego, który spowodowałby całkowity rozłam klasy, długotrwałe nieprzyjemności.
 To co najbardziej podoba mi się w mojej klasie to solidarność między wszystkimi, luźne, często zwariowane podejście do życia, ogroooomne poczucie humoru, spontaniczność, solidność, konsekwentność oraz pomysłowość. Ciekawi was dlaczego dzisiejszy post poświęcam właśnie mojej klasie? No cóż... po dzisiejszej lekcji religii stwierdziłam, że niektóre sytuacje, teksty rzucane przez poszczególnych osobników są godne uwiecznienia!

 I.  Zacznę od najświeższego wydarzenia, czyli od dzisiejszej katechezy. Mówiliśmy o grzechu myśli. Jednak religia u nas w klasie zaczyna się jednym tematem, a kończy tysiącem innych. W trakcie lekcji narzuca nam się wiele pytań, wątpliwości i wszystkie chcemy rozwiać w te 45 minut. Tak więc poprzez grzech doszło do tematu Adama i Ewy. Mój kolega (znany z jedzenia kanapek na każdej lekcji oraz ciągłego głodu, dlatego nazwę go Tostem) przeszedł wielki szok, dowiadując się, że ta para miała dzieci. Wtedy mnie zaczęła nasuwać się pewna myśl...
- Proszę księdza - powiedziałam - a czy... czy Adam i Ewa.... oni te dzieci mieli... no wie ksiądz... przez stosunek?
- Nie, zapylili się...No przez stosunek! A jak inaczej? - zażartował kompletnie rozbawiony pytaniem ojciec Rumcajs
- No, ale... ja sobie tego jakoś nie potrafię wyobrazić, uświadomić.... Adam i Ewa... stosunek... niby jak?
- Ewa kochała Adama, Adam Ewę i się w końcu zblizyli do siebie.
Przez chwilę  była dyskusja na temat niedowierzania, bo jak to między Adamem i Ewą mogło do czegoś dojść, skoro w Biblii o tym nie piszą, a poza tym to tak jakoś dziwnie, że oni mogliby ze sobą współżyć. Rozmowę przerwało nagłe, nieoczekiwane i zupełnie.... dziwne? pytanie Super Maria:
- Proszę księdza, a czy Adam i Ewa mieli pępki?
W klasie rozległy się śmiechy, ale ojciec udzielił odpowiedzi i na to pytanie. Kolejne znów było skierowane przeze mnie:
- A czy oni byli małpami?
- Agrafka, druga klasa gimnazjum się kłania... zajrzyj sobie w zeszyt, zobacz co na ten temat pisaliśmy. - trochę jakby mnie ksiądz przygasił. No i w sumie miał rację, bo rzeczywiście mówił nam już o tym w gimnazjum.

 II. Parę dni temu nasza polonistka zapowiedziała, że będzie nas pytać z romantyzmu na następnej lekcji. Jak powiedziała tak też uczyniła. Byłam stuprocentowo pewna, że zostanę zapytana, bo nie pisałam kartkówki z Dziadów, z Cierpień Młodego Wertera (których nie przeczytałam na czas) nie dostałam pozytywnej oceny... Jednak ku mojej uciesze moje nazwisko nie zostało wyczytane. Za to do odpowiedzi został wywołany Cwaniak, kolejny agent...
- Powiedz mi Cwaniaku, gdzie Werter poznał Lottę? - zapytała polonistka.
- Yyy... eeee... noo.. - jak to zwykle w takich "ciężkich" sytuacjach zaczął kombinować. Nagle Tost, chcąc mu podpowiedzieć zaczął nucić:
- Wszyscy święci BALUJĄ w niebie...
- Na cmentarzu! - wykrzyknął uradowany i dumny ze swej odpowiedzi Cwaniak.
Jak nietrudno się domyślić, wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. Polonistka tylko przez śmiech rzuciła do Tosta:
- No nie miałeś innej piosenki? Nie mogłeś zanucić np. "Niech żyje BAL"?

III.  W klasie mamy szafkę. Szafkę, w której męska część naszej społeczności podzieliła się miejscami na półkach i trzyma tam wszystkie podręczniki, wyjmując tylko potrzebne na danej lekcji. Pewnego dnia nasz wychowawca zaglądając do szafki zaczął wypytywać chłopaków, czemu nie noszą ze sobą książek, tylko trzymają je w klasie. Do tłumaczenia zabrał się Master:
- Widzi pan, to jest tak, że kiedy rano pakujemy do plecaka kanapki, to zdajemy sobie sprawę, że książki nam się już nie mieszczą. Dlatego znaleźliśmy rozwiązanie tego problemu, zostawiamy je w szkole.
Pan zaczął się śmiać. Zresztą wszystkich rozbawił nawet nie sam tekst, jak powaga z jaką Master to powiedział. Wtedy głos zabrał Soldier:
- Tak a propo kanapek... Chciałem zgłosić zażalenie... Po W-Fie w szatni, Master chodził i wyciągał nam kanapki z plecaków!
- Bo chciałem odzyskać to co mi zabrali...-obronił się Master.

 IV. W pierwszej liceum nasza klasa miała przygotować modlitwę. Postanowiliśmy przedstawić scenkę o stworzeniu świata. Narrator miał czytać odpowiedni fragment z Biblii podczas gdy my mieliśmy w odpowiedni sposób go inscenizować. Na sam koniec, podczas zdania o stworzeniu człowieka, Pianistka wraz Driver'em (niestety, od tego roku Driver przeniósł się na inny profil)  mieli wyjść jako Adam i Ewa. Nie wiem czemu, ale wyszli w momencie gdy narrator przeczytał:
-...Bóg stworzył bydło....

 V. Znowu język polski. Lekcja podczas omawiania Makbeta w pierwszej klasie.
- Pianistko, nie pisałaś kartkówki z Makbeta, dlatego dziś chciałabym Cię zapytać z treści - poinformowała polonistka jedną z uczennic. Pianistka wstała, jak to ona, spokojnie, luzacko, bez żadnych pohamowań w czymkolwiek. Polonistka zaczęła pytać o różne szczegóły związane z treścią. Odpowiedź Pianistki była bardzo "piękna, zwięzła i konkretna"
- No to, tego.... szli sobie ścieżką przez las.... ekhem... no i tam sobie wyskoczył... ekhem...  z krzaków no i tam zabił go i się duch pojawił... ekhem.... pani poczeka, muszę się napić! - wyjęła z plecaka Pinkowe Truski i na legala zrobiła parę łyków po czym jak gdyby nigdy nic zapytała:
- No dobra, to na czym ja skończyłam?

Na dzisiaj to tyle. Więcej nie mam już dziś siły myśleć, grzebać w przeszłości. Do wątku mojej klasy na pewno jeszcze wrócę nie raz, a wtedy przedstawię kolejne dzieje "wyjątkowych matematyków". Dobranoc;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz