Moja dobra znajoma Isis odkąd pamiętam interesuje się orientem. Podróżuje, zwiedza, uczy się języków, teraz nawet poszła na studia na arabistykę. Tańczy też Belly Dance (taniec brzucha). Jakoś tak pod koniec maja miała mieć pokaz. zaprosiła mnie, dostałam bilet wstępu. Wszystko było super, tylko termin był dokładnie w czwartek o 19. Pokrywało mi się to z lekcją gitary, a przecież nie było bata, musiałam pojawić się na pokazie, nie mogłam zawieść Isis. Już podjęłam decyzję o tym, że zadzwonię i odwołam lekcję, gdy nagle siedząc któregoś dnia na gadu wymysliłam ciekawsze rozwiązanie.
Anioł był dostępny, przemogłam się i napisałam do niego, no w końcu miałam ważną sprawę. Przedstawiłam się i zapytałam, czy nie zamienił by się ze mną jednorazowo lekcjami. Zgodził się, popisaliśmy trochę. Było miło, naprawdę było miło. I rozmowa nam się kleiła.
Na czwartkowej lekcji trudno było mi się skupić, bo już po 15 minutach zobaczyłam za oknem Anioła, stojącego przed budynkiem muzycznej. Kiedy po skończonej lekcji wyszłam z klasy on stał w wejściu do korytarza. Patrzył na mnie z uśmiechem i nic nie mówiąc wyciągnął na przywitanie rękę (w geście "przybij pionę"). Jedyne co z siebie potrafiłam wówczas wybełkotać to "Naprawdę bardzo Ci dziękuję, pa".
Kolejny raz napisałam do niego w czasie tych powodzi, dokładnie 2 czerwca. Ciagle padało, w naszej szkole zalało nawet trochę podparter i mieliśmy akcję "wylewamy wodę". W jeden z tych deszczowych dni gawędziłam sobie na gadu z moim kumplem Jogurtem, rozkojarzona rzuciłam:
- Anioł jest na gadu...
- To do niego napisz.- odpowiedział
- No jasne, ciekawe co mu napiszę...
- Ale dzisiaj padało....
No więc napisałam.
- Już.- powiedziałam Jogurtowi bardzo zestresowana i podniecona oczekiwaniem na odpowiedź Anioła.
- Co już?
- Napisałam do niego.
- Co? - zapytał głupio, jakby nie wiedział
- No to co mi kazałeś.
- Lol! To było ogólne stwierdzenie...
Aha, czyli się wkopałam, pomyślałam... Jaka jestem głupia... No, ale ku mojemu szczęściu wcale się nie wkopałam. Anioł odpisał, rozmawialiśmy naprawdę dłuuuuugo. A z mojego niesubordynowanego wstępu usprawiedliłam się chęcią złożenia oryginalnych, spóźnionych zyczeń z okazji Dnia Dziecka. Anioł stwierdził, że były oryginalne i.... podstępne. Opowiadaliśmy sobie o planach na wakacje, stąd wiedziałam, że cały lipiec spędzi w Londynie.
Ostatni raz napisałam do niego w dniu jego wylotu do Anglii, a raczej już po wylądowaniu na miejscu. Bałam się na samą myśl, że tam LECI, nie jedzie tylko leci. Dlatego uspokoilam się, gdy zobaczyłam go wieczorem na gadu. Zapytałam jak minęła podróż, czy wszystko w porządku. Był zmęczony podróżą, nie chciałam go męczyć dodatkowo, choć i tak głupia się rozgadałam! On pewnie zasypiał tam nad klawiaturą, ale grzeczność nie pozwalała mu odejść.... Jednak kończąc naszą rozmowę poprosiłam, żeby dawał czasem znać co u niego. I wtedy postanowiłam, dość! Teraz nie napiszę do póki Anioł sam nie zacznie rozmowy, bo nie mogę jej ciągle ja zaczynać, nie mogę być cholernym natrętem. Ma mój numer, jeśli będzie chciał to napisze.
Nie wiem kiedy to dokładnie było, ale myślę, że mniej więcej w połowie lipca, napisał. Byłam przeszczęśliwa! Potem napisał drugi raz i trzeci. Potem znowu ja napisałam.... Cieszyłam się, bo rozmowy z nim naprawdę sprawiały mi wielką przyjemność, nikt nie potrafi ze mną tak rozmawiać jak on, ja z nikim tak rozmawiać nie potrafię.... Anioł ma w sobie coś niezwykłego!
Bałam się tylko jednej rzeczy... bałam się, że tak jak w tamtym roku, gdy zacznie zbliżać się rok szkolny, on nagle przestanie pisać, nastanie cisza, taka cholernie długa cisza jak przez cały ten ubiegły rok. I z dalszym biegiem wakacji wydawało mi się, że moje obawy się sprawdzają.... Jednak pewnej nocy długo nie mogłam zasnąć.... Siedziałam na gadu, pocieszałam załamaną koleżankę, sprzeczałam się z Luzakiem kto pierwszy ma pójść spać, gdy nagle ok 2 w nocy dostałam wiadomość od Anioła. Pytał się mnie czemu nie śpię. Rozmowa się rozwinęła. To była nasza druga rozmowa taka, nie wiem czy poważniejsza jest dobrym określeniem, ale wchodząca w sferę uczuciową, może nie koniecznie miłości, ale ogólnych ludzkich uczuć. Nie będę zdradzała szczegółów naszych rozmów, bo chciałabym zachować je dla siebie. Poza tym Anioł mógłby nie chcieć, aby inni ludzie wiedzieli o czym pisał do mnie.
No i zaczął się nowy rok szkolny. Aniołowi zmieniły się godziny i daty zajeć w muzycznej, więc już się nie widujemy co tydzień. Spotkałam, go w pierwszy piątek szkoły. Szłam z koleżanką po ulicy, a on ze swoją chodnikiem. Powiedzieliśmy sobie cześć. Traf chciał, że samochód zaparkowany przy chodniku zasłaniał mi ich od pasa w dół. Nie wiem czemu, ale miałam dziwne wrażenie, że szli dość blisko, że mogli się trzymać za ręce. Czy Anioł ma dziewczynę? To pytanie dręczyło mnie do końca dnia i do połowy następnego, kiedy to Luzak oznajmił mi, że intuicja mnie zawodzi, bo on z pierwszoręcznej informacji wie, iż Anioł jest wolny. Chyba nie muszę pisać jak bardzo mi ulżyło, mimo iż to nic nie zmienia, bo i tak prędzej umrę niż w jakikolwiek sposób uświadomię go o moich uczuciach..
W wakacje, nasz nauczyciel od gitary, pan Król złamał prawą rękę. Już na pierwszej lekcji dało się wyczuć jak bardzo jest mu, żal, że nie może grać. Przygotowaliśmy mu więc niespodziankę. Założyliśmy jego gwardię, kupiliśmy koszulkę z nadrukiem jej loga i zrobiliśmy wieeelką laurę z życzeniami szybkiego zrostu ręki. Anioł był jednym z organizatorów, z nim najwięcej szczegółów ustalałam. Ale kiedy umówiliśmy się całą gwardią, żeby złożyć panu Królowi wizytę, Anioł nie przyszedł. Zapomniał jak się potem okazało, przeprosił mnie. Było mi przykro, ale nie gniewałam się na niego, nie potrafiłam... A od tego dnia miałam już jego numer telefonu, żeby za tydzień przypomnieć mu o ty, że ma być obecny na koncercie Oratorium. Jednak dzień wcześniej napisał, że się jednak może nie wyrobić...
Dziwnie się czułam nie widząc go tyle czasu, naprawdę. I kiedy spotkaliśmy się tak na chwilę, bo koleżanka, moja - z zespołu ludowego,a jego - z klasy, zostawiła dokumenty, więc chciałam jej je przekazać przez Anioła, gdyż sama nie odbierała telefonów, dostałam energii, która do tej pory mnie trzyma... Miejsce naszego spotkania były naprawdę bardzo romantyczne.... przy cmentarzu. Ale do tej pory widok Anioła opartego o mur i patrzącego na mnie z usmiechem, sprawia mi radość przebijającą wszystko! Wywołuje na mojej twarzy taki uśmiech, którym mogłabym zwalczyć na świecie calusieńki pesymizm!
Zdaję sobie sprawę, że to chyba platoniczna miłość, o ile to jest już miłość, bo mimo lekcji religii raczej nie potrafię jej jeszcze rozpoznać... ale.... no cóż, czasem tak bywa;)
Podsumowując.... Jaki jest Anioł? Z moich dotychczasowych dostrzeżeń wydaje mi się, że jest wrażliwy, radosny, pełen energii, ma zupełnie inne poglądy na życie, na świat, można rzecz, że nawet tak jakby żyje w swoim własnym świecie. Posiada poczucie humoru, docenia ludzi, szanuje ich i potrafi być wdzięczny. Chyba też, kiedy coś robi to z pasją. No, a do tego jest zapominalski, czasem nieogarnięty i ciągle by spał!;D Ale mnie to nie przeszkadza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz