czwartek, 7 października 2010

Ma swój świat

 Wybaczcie, ale nie zdradzę prawdziwego imienia chłopaka, o którym będę pisać. Nazwę go po prostu Aniołem. Historia jest dość skomplikowana...
 Poznałam go w muzycznej. Kiedy zaczęłam drugi rok nauki na gitarze zmienił mi się termin lekcji. Byłam ostatnią uczennicą w czwartki. Przede mną lekcję miał jakiś długowłosy chłopak, w sumie nie zwracałam początkowo na niego uwagi, zauważyłam, że ma długie włosy, jest uśmiechnięty zawsze, ale nie wzbudzało to we mnie żadnych emocji. Po jakimś czasie dowiedziałam się, że jest to ten chłopak, o którym nie raz opowiadał mi moja bliska kumpela (nazwę ją Pani Dred). Chłopak, w którym kochała się od dwóch lat, do którego niegdyś zaczęła się przystawiać jej była już przyjaciółka, zabierając Pani Dred wszelkie szanse na jakiekolwiek uczucie do niej ze strony Anioła. Poza tym Pani Dred z tego co mi opowiadała, zrobiła coś co Anioła totalnie do niej zniechęciło. Nie utrzymywali ze sobą żadnego kontaktu. Nie mogłam uwierzyć, że przyjaciele potrafią zrobić coś takiego. Od tej pory kombinowałyśmy jakby tu zachęcić Anioła do rozmowy z Panią Dred, żeby mogła mu wszystko wyjaśnić, żeby może między nimi jakoś zaiskrzyło. Pomysłów miałyśmy całą masę! A to, że Pani Dred odprowadzi mnie na lekcję gitary, po czym zupełnie przypadkowo wpadnie na Anioła, a to, że na koncercie z muzycznej podejdziemy do niego po coś. No, ale za każdym razem Pani Dred w ostatniej chwili tchórzyła i nie robiłyśmy nic.
  Było już ciepło, kwiecień, albo maj. Mój dobry kolega z zespołu szkolnego ( będzie Wymiataczem) zafascynował się kapeluszami jakie nosi Justin Tiberlake. Tak się złożyło, że miałam podobny w domu po moim dziadku świętej pamięci. Babcia stwierdziła, że jest to bez sensu, by tak leżał i mole go jadły, więc kazała dać mi go Wymiataczowi. Poszłam do niego jakoś godzinę przed lekcją gitary. Oczywiście był ucieszony na maxa. Postanowiliśmy, że pójdziemy, usiądziemy na Nowym Rynku i pogramy sobie na gitarze. Jak postanowiliśmy tak też zrobiliśmy. Od naszego osiedla nie było tam daleko, a tym bardziej nie było daleko do budynku szkoły muzycznej. Jednak nie było jeszcze na tyle ciepło, żeby tak sobie grać, bo po paru minutach palce kostniały. Stwierdziliśmy, że przydałaby się nam kostka. Postanowiliśmy więc iść pożyczyć ją od mojego nauczyciela od gitary (przyjmie tutaj pseudonim Król). Obydwoje dobrze go znaliśmy, bo jest starszym bratem opiekuna naszego szkolnego zespołu i wpadał czasem do nas na próby. Poszliśmy do muzycznej. Lekcję miał akurat Anioł.Wtedy okazało się, że Wymiatacz świetnie zna Anioła, bo ten w podstawówce chodził do klasy i kumplował się z jego młodszym bratem Luzakiem. Zapoznał nas ze sobą. Od tej pory mówiliśmy sobie cześć. Anioł miał piękny uśmiech, ale dalej nie myślałam o nim. Pewnego dnia totalnie mnie zszokował, bo obciął włosy! Po jakimś czasie zaprosił mnie do znajomych na słynnej naszej klasie. Nic nie wskazywało na to, a mi nigdy nie przyszło do głowy, że tak to się rozwinie.
 Nadszedł czerwiec, a z nim koniec roku szkolnego. Mieliśmy ognisko kończące rok nauki w muzycznej. Najpierw były ostatnie występy uczniów, rozdanie świadectw, po czym zaczęła się zabawa. Na to ognisko oczywiście zabrałam ze sobą Panią Dred, był jej brat bliźniak Basista, Wiewióra (nasza wspólna przyjaciółka), plus znajomi z paczki, którzy również do muzycznej wówczas chodzili. Zorganizowano mecz w piłkę nożną, młodsi uczniowie z rodzicami i nauczycielami, kontra starsi uczniowie. Pan Król jednak zsolidaryzował się z nami i doszedł do naszej drużyny. Wygłupialiśmy się na maxa, było tak świetnie. Wróciłam cała brudna, z uzielenionymi spodniami. Pani Dred nawiązała kontakt z przyjacielem Anioła, by móc się czegoś dowiedzieć więcej o nim. Dzień później odbyła się premiera Pieśni Jerozolimskich. Mimo dni miasta, koncertu Kasi Kowalskiej i Danzela, na premierze pojawiło się ponad 500 osób! Mój rok szkolny zakończył się więc wielkim sukcesem.
  Parę dni po tych wydarzeniach, wchodząc na naszą klasę zobaczyłam, że mam w skrzynce wiadomość od Anioła. Pochwalił moje zdjęcia, zapytał czy może zapisać sobie mój numer gadu. No i tak jakoś nawiązała się między nami rozmowa. Początkowo mówiłam o wszystkim Pani Dred. Nic przecież się takiego nie działo, a jakby się dowiedziała z innych źródeł, że z nim piszę to mogłaby sobie pomyśleć o czymś czego naprawdę nie ma czyt. kręcę z Aniołem. Tymczasem z Aniołem gadaliśmy o różnych głupotach i nie głupotach. Wymyślaliśmy pomysły na rozprawienie się z Końcem Świata, rozmawialiśmy o wakacjach, szkole, o tym co tylko na myśl przyszło. No i po pewnym czasie zaczęło się ze mną dziać coś dziwnego. Zaczęłam myśleć o Aniele. Za każdym razem, kiedy siadałam do laptopa z niecierpliwością wchodziłam na naszą klasę, żeby sprawdzić czy przypadkiem nie ma tam wiadomości od niego, czy odpisał i żeby sama błyskawicznie odpisać. I kiedy we wrześniu zobaczyłam go na pierwszej lekcji gitary serce zaczęło walić mi jak młotem. Gdy spojrzałam na niego, na jego piękny, szczery, szeroki usmiech, kiedy powiedział mi cześć, stanął przed klasą i wskazując mi wejście stał tam dopóki ja nie weszłam.... zrozumiałam, że zauroczył mnie. Zrobiło mi się głupio. Po pierwsze, jak ja mam to powiedzieć Pani Dred? Po drugie, przeciez ja z nim tylko pisałam, nie spotkałam się z nim nigdy, nie wyszlismy nigdzie razem, to przecież głupie... Postanowiłam, że nie powiem o tym Pani Dred, zauroczenie pewnie mi minie po jakimś czasie jak to zwyke bywało, a po co mam psuć nasze relacje.
 Jednak zauroczenie nie minęło. Mimo iż kontakt z Aniołem nam się urwał, gadalismy tylko tyle co "cześć" mijając się w muzycznej, ja coraz bardziej się wkręcałam. Może uwiodła mnie właśnie chęć poznania go bliżej. Anioł był taki nieodgadniony, kiedy rozmawiałam z nim w wakacje, wydawał mi się być taki inny niż wszyscy, bardzo podobny do mnie, taki jakby męski odpowiednik mnie. Doskonale mnie rozumiał, miał indywidualne podejście do życia, mówił swoim językiem. Pierwszy raz spotkałam taką osobę! Jednak kiedy zapytałam go czy pójdzie z nami na koncert Jelonka odpowiedział, że zobaczy i da znać. Nie dał znać, nie poszedł z nami. Nie odpisał na życzenia świąteczne. Byłam załamana. Tak bardzo chciałam utrzymać z nim kontakt a tymczasem wszystko się waliło.
 Kolejne rozczarowanie przyszło w styczniu. Miałam nadzieję, że na styczniowym koncercie kolęd z muzycznej, będę mogła do niego zagadać. Okazało się, że koncert pokrywał się z jasełkami w mojej szkole (najważniejszej imprezie w ciągu roku, organizowanej na skalę miasta). Musiałam zrezygnować z koncertu, bo gdy w ubiegłym roku wydarzyło się podobnie, poświęciłam jasełka.
 Rozczarowanie jednak nie trwało długo. Najzwyczajniej w świecie los mi sprzyjał. Koncert został przesunięty o tydzień później. Mało tego, dowiedziałam się, że będę grała w zespole z Aniołem! Jak się domyślacie, byłam w siódmym niebie. Nie dość, że zobaczę Anioła w dniu koncertu, to jeszcze i na wspólnej próbie.
 Podczas próby siedziałam na przeciwko Anioła. Jak to ja, często śmieję się bez powodu, albo załapuję żart, który ktoś mi opowiedział pare godzin temu i ni stąd ni zowoąd  wybucham. W pewnym momencie Anioł przestał grać i powiedział, że nie może siedzieć na przeciwko mnie, bo mam zbyt zaraźliwy uśmiech. Po próbie zagadaliśmy się i nie zauważyliśmy, że tylko my wyszliśmy na korytarz, podczas gdy reszta jeszcze pakowała się w klasie. Zaczęliśmy oglądać zdjęcia, nabijać się z tego jak na nich wyszliśmy. Potem razem z Aniołem i panem Królem wracałam do domu. Na koncercie również trochę pogadaliśmy. Miałam wtedy urodziny, powiedział, że musi wymyślić jakieś oryginalne życzenia (wymyślił, życzył, żebym nie musiała nigdy nosić ławek tak jak on, kiedy robił to po koncercie). Do tego dzień przed, razem z koleżanką wygrałyśmy konkurs kolęd śpiewając "Uciekali" z musicalu Metro. No wszystko było takie piękne!
 Jednak już od następnego dnia z Aniołem znowu nie mieliśmy kontaktu. Potem był czas kiedy długo go nie widziałam, a to ja odwołałam lekcję, a to on, a to pana Króla nie było. Liczyłam, nie widzieliśmy się 42 dni. No i w którąś środę pod koniec marca odbywały się Targi Edukacyjne. Poszłam na nie jako reprezentacja naszego liceum. Rozdawałam ołówki z adresem strony internetowej naszej szkoły. Podszedł do mnie kolega z ekipy Werter (tyle się wycierpiał w sprawach sercowych, więc wydaje mi się, że bohater "Cierpień młodego Wertera", pomijając samobójstwo, jest mu bliski). Tak sobie rozmawialiśmy, gdy nagle zauważyłam przyjaciela Anioła. Podeszliśmy do niego i kontynuowaliśmy rozmowę już we trójkę. Ale moja głowa zaczęła chodzić w różnych kierunkach wypatrując Anioła. I nagle trach! Zobaczyłam go, tzn. tak mi się wydawało, że to on. Długo nie wytrzymała i wskazałam go jego przyjacielowi pytając, czy to przypadkiem nie Anioł. Mój wzrok i wyczucie okazało się niezawodne w tym przypadku. Podeszliśmy do niego. Anioł przywitał się z nami, dałam mu ołówek. Ale po chwili jakby mnie olał. Odwrócił się, podeszły do niego jakieś dziewczyny zaczęły się zapoznawać, zrobiło mi się smutno, wycofałam się wracając do swojego stoiska. Następnego dnia od razu po lekcjach razem z moją przyjaciółką (jak się okazało, najwierniejszą i najprawdziwszą ze wszystkich, które niby nimi były) Pietruszką, poszłyśmy do hurtowni po zakup balonów, talerzyków, czapeczek urodzinowych itp. (bo przygotowywaliśmy z zespołem imprezę niespodziankę z okazji urodzin naszego opiekuna). Zapomniałam o tym, że przyjaciel Anioła mieszka na tej samej ulicy, gdzie znajduje się hurtownia. No i zamurowało mnie, kiedy tak wysmętniając się Pietruszce o swoim uczuciu, zobaczyłam idącego ku nam z naprzeciwka Anioła ze swoim przyjacielem. Minęliśmy się, powiedział mi "Dzień dobry" ja mu "cześć" i tyle.
 Jeszcze tego samego dnia miałam lekcję gitary więc miało miejsce jeszcze jedno nasze spotkanie. Jednak w muzycznej poraz pierwszy wyparował z klasy nie zwracając na mnie uwagi, nie zatrzymując się przed drzwiami, nie mówiąc mi cześć, nie usmiechając się, po prostu najzwyczajniej mnie olewając.
  Pod koniec roku szkolnego zdobyłam numer gadu Anioła od Luzaka. Oczywiście nie miałam odwagi, żeby napisać, ale chciałam mieć go tak po prostu, żeby mieć. Żeby móc zobaczyć jego opis. Wiem głupie to, zwariowałam, ale nie potrafiłam sobie z tym wszystkim poradzić. Los jednak postanowił być dla mnie przychylny, bo wkrótce pojawiła się okazja, żeby zagadać......c.d.n.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz